Postawmy na naprotechnologię

03 sierpień 2009
(0 głosów)

Z dr. Maciejem Barczentewiczem, ginekologiem położnikiem, prezesem Fundacji Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II w Lublinie, rozmawia Małgorzata Jędrzejczyk

Artykuł niniejszy został zamieszczony w Naszym Dzienniku, w numerze 173 (3494) z 25-26 lipca 2009

"Pragniemy teraz zwrócić się ze słowami zachęty do ludzi nauki, którzy wiele mogą oddać usług dobru małżeństwa i rodziny oraz spokojowi sumień, jeśli przez wspólny wkład swych badań będą się gorliwie starać wszechstronnie wyjaśnić różne warunki sprzyjające właściwemu regulowaniu ludzkiej rozrodczości. (...) W ten sposób ludzie nauki, a w szczególności uczeni katoliccy, wykażą ze swej strony, iż rzeczy mają się tak, jak Kościół naucza, że mianowicie 'nie może być rzeczywistej sprzeczności między boskimi prawami dotyczącymi z jednej strony przekazywania życia, a z drugiej pielęgnowania prawdziwej miłości małżeńskiej'". (Paweł VI, Humane vitae, 24)
Postawmy na naprotechnologię

Panie Doktorze, coraz więcej słyszy się na temat naprotechnologii. Jesienią tego roku Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II, którego jest Pan prezesem, organizuje międzynarodową konferencję dotyczącą tej dziedziny medycyny. Do kogo jest ona skierowana?
- Konferencja została zaplanowana głównie z myślą o lekarzach, pracownikach służby zdrowia. Udało się nam zaprosić twórców naprotechnologii, tych, którzy w praktyce i w teorii zajmują się tą dziedziną wiedzy od lat. Swój udział zapowiedzieli: Susan K. Hilgers - współtwórca Creighton Model FertilityCare System, współzałożyciel Instytutu Papieża Pawła V, jej mąż Thomas W. Hilgers, dyrektor Instytutu Papieża Pawła VI i twórca naprotechnologii, profesor ginekologii i położnictwa, członek Papieskiej Akademii Pro Vita. Przyjedzie także dr Philip Boyle, certyfikowany konsultant medyczny FertilityCare, który jest lekarzem rodzinnym prowadzącym praktykę NaProTechnology w Galway w Irlandii, a także inni cenieni i kompetentni w tej dziedzinie wiedzy lekarze.
Łączymy z tą konferencją duże nadzieje związane z rozwojem naprotechnologii w Polsce, a także krajach ościennych, w Europie Środkowej. Duże zainteresowanie naprotechnologią jest na Ukrainie, Białorusi, w Kazachstanie, Kirgistanie, a także na Słowacji, w Chorwacji, gdzie są już instruktorzy tej metody.

Co to jest naprotechnologia, jakie były początki rozwoju tej dziedziny wiedzy medycznej?
- Naprotechnologia czy Technologia Naturalnej Prokreacji to nowa dziedzina medycyny zajmująca się zdrowiem prokreacyjnym, w tym szczególnie niepłodnością. Oferuje diagnostykę i leczenie farmakologiczne i chirurgiczne, współpracując z układem rozrodczym kobiety. Szanuje jej naturalne symptomy płodności, opierając się na modelu Creightona bazującego na biowskaźnikach umożliwiających szczegółową obserwację cyklu miesiączkowego. Informacje uzyskane na drodze tej obserwacji interpretowane są najpierw przez dane małżeństwo, instruktora i wreszcie przez lekarza, który na tej podstawie diagnozuje stan zdrowia kobiety i ewentualnie podejmuje leczenie. Naprotechnologia rozwija się już od 30 lat, opracowano ją w Instytucie Badań nad Ludzką Płodnością im. Pawła VI w Omaha, w stanie Nebraska. Została szczegółowo opisana w podręczniku medycznym "Medyczne i kliniczne aspekty NaProTechnology". Inspiratorem rozwoju tej metody na świecie jest prof. Thomas Hilgers pracujący na Wydziale Ginekologii i Położnictwa Uniwersytetu w Creighton. Założył Centrum Edukacyjno-Badawcze Naturalnego Planowania Rodziny przy tym uniwersytecie i kieruje nim. Jest również twórcą modelu Creightona, polegającego na modyfikacji metody owulacyjnej Billingsów. Profesor Hilgers od lat 80. jest członkiem Papieskiej Akademii Pro Vita, przez 5 lat pracował z żoną Susan w Papieskiej Radzie ds. Rodziny.

W Polsce obserwujemy początki rozwoju tej metody. Przy instytucie odbywa się szkolenie...
- Nie tylko w Polsce, ale i na świecie obserwujemy dopiero początki rozwoju tej metody. Wszystkich lekarzy przeszkolonych w zakresie naprotechnologii jest na świecie około 400, większość z nich pochodzi z krajów anglojęzycznych: USA, Australii, Irlandii, Wielkiej Brytanii, ale również Tajwanu. W Europie naprotechnologia raczkuje, pojedynczy lekarze z Francji, Szwajcarii, Niemiec i Holandii ukończyli szkolenie. W Polsce do listopada 2008 roku mieliśmy tylko jednego lekarza i jedną nauczycielkę z naprotechnologii i modelu Creightona. Mam nadzieję, że Fundacja Leczenia Niepłodności Małżeńskiej im. Jana Pawła II umożliwi w przyszłości także szkolenia w języku polskim, co pozwoli na rozwój tych dyscyplin wiedzy w naszym kraju. Ogólnie lekarze chcący się specjalizować w tej nowej dziedzinie odbywali dotąd szkolenia w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i w Irlandii. Pierwsze szkolenie w Polsce rozpoczęło się na przełomie listopada i grudnia 2008 r. w Lublinie, zorganizowane przez Fundację Instytut Leczenia Niepłodności Małżeńskiej (www.leczenie-nieplodnosci.pl) we współpracy z Pope Paul VI Institute z Omaha oraz The Women's Wellness and FertilityCare Centre z Toronto - Canada i trwa nadal jako 13-miesięczne studia podyplomowe dla instruktorów Creighton Model Fertility Care System oraz 6-miesięczne szkolenie dla lekarzy. NaProTechnology umożliwia zaangażowanie w profilaktykę i leczenie w zakresie niepłodności nie tylko ginekologom, ale również lekarzom rodzinnym. Wprowadza nową kategorię instruktorów współpracujących z lekarzem i pacjentami (Fertility Care Practitioners) w celu jak najpełniejszego wykorzystania danych z obserwacji cyklu i biomarkerów. Wprowadzenie naprotechnologii do Polski może także w znaczący sposób poprawić wyniki diagnostyki i leczenia niepłodności i innych schorzeń w zakresie ginekologii i położnictwa.

Jak można upowszechnić tę metodę?
- Potrzebni są specjaliści z tej dziedziny. Ale też, jak do wszystkich działań, potrzebne jest również zaplecze finansowe. W tej chwili poszukujemy sponsorów, którzy by wsparli finansowo naszą konferencję. Ponieważ zaprosiliśmy większość prelegentów z USA i z Irlandii, koszty są wysokie (bilety lotnicze, tłumaczenie symultaniczne na język polski, materiały i ich tłumaczenia itp.). Czasu natomiast mamy bardzo mało. Każda pomoc jest bardzo potrzebna. Konto fundacji, dane adresowe można znaleźć na stronie http://www.leczenie-nieplodnosci.pl/pl/darowizny/. Można też wspomóc poszczególne osoby, które chciałyby wziąć udział w konferencji, a opłata konferencyjna (dla studentów 170 zł, dla lekarzy 270 zł, dla innych osób 370 zł) jest dla nich zbyt wysoka.
Myślę, że konferencja może też spełnić ważną rolę wobec zapowiadanych na jesień prac legislacyjnych wokół in vitro. Naprawdę najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich małżeństw dotkniętych problemem niepłodności jest rzetelna diagnostyka i prawdziwe leczenie. Konferencja ma pokazać, że możliwości nowoczesnej medycyny są ogromne, że można praktykować medycynę zgodną z etyką i moralnością Kościoła i że to naprawdę służy wszystkim potrzebującym pomocy.

Co konkretnie proponuje pacjentom naprotechnologia? W czym przejawia się jej nowatorstwo?
- NaProTechnology - Natural Procreative Technology. Technologia Naturalnej Prokreacji, czyli naprotechnologia, zyskała prawo obecności w mediach katolickich. Podstawowym narzędziem Naprotechnology jest Creighton Model FertilityCare System (CrMS). System ten polega na standaryzowanej obserwacji biomarkerów - objawów, których naturalne występowanie jest objawem zdrowia kobiety i jej płodności. To właśnie umiejętne rozpoznanie biomarkerów pozwala małżeństwu na używanie tego systemu do uzyskania lub do uniknięcia poczęcia. Jeżeli występują zaburzenia zdrowia ginekologicznego, to zmiany obserwowane w biomarkerach informują o tym kobietę. Podstawą w naprotechnologii jest więc szczegółowe badanie podmiotowe. Uzyskujemy od pary małżeńskiej informacje dotyczące przebiegu cyklu kobiety, których nie można pozyskać w żaden inny sposób niż obserwacje Creighton Model FertilityCare System. Stanowi to przełom w możliwościach diagnostycznych również w zakresie badań przedmiotowych (czyli badania lekarskiego fizykalnego i badań dodatkowych: obrazowych i laboratoryjnych), ponieważ czas ich wykonania można dokładnie dopasować do fizjologicznego cyklu kobiety, co daje lekarzowi nieporównywalnie większe możliwości rozpoznawania przyczyn niepłodności i innych schorzeń kobiecych niż w tradycyjny sposób. Możliwości te wynikają właśnie z podmiotowego traktowania pary małżeńskiej zgłaszającej się do leczenia. To małżeństwo ma stać się "ekspertem" od własnej płodności, poznać swój własny rytm biologiczny, jego zaburzenia i przyczyny tych zaburzeń, aby umożliwić wspólną pracę z instruktorem, a potem z lekarzem.

Jak wygląda w praktyce dalsze postępowanie?
- Po mniej więcej 3 miesiącach pracy z instruktorem CrMS małżeństwa trafiają do lekarza, który interpretując dane zawarte w kartach obserwacji i wszystkie inne wcześniejsze wyniki dodatkowych badań, jakie para przynosi ze sobą, po badaniu lekarskim zleca kolejne badania, ściśle dopasowane do indywidualnego cyklu danej kobiety. Około 3-5 miesięcy trwa druga faza diagnostyki. Zawiera ona również (jeśli to konieczne) procedury związane z zabiegami chirurgicznymi takimi jak hsg, hysteroskopia, laparoskopia - które jednocześnie są elementem leczenia. Po postawieniu rozpoznania przyczyny niepłodności podejmuje się, w zależności od potrzeb, leczenie farmakologiczne, hormonalne, również ściśle dopasowane do warunków indywidualnych. Jeśli występują nieprawidłowości w badaniach męża, podajemy również mężowi leki. Tak więc po mniej więcej 6-8 miesiącach powinniśmy dojść do sytuacji prawidłowych cykli miesięcznych, prawidłowej anatomii (drożność jajowodów, brak zrostów, wyleczone ewentualne ogniska endometriozy itd.) i w następnym etapie, ciągle monitorując prawidłowość badań hormonalnych, oczekujemy na poczęcie. Małżonkowie, znając swoją płodność, podejmują współżycie w "okienku płodności". Cały proces diagnostyczno-leczniczy przewidziany jest na 18-24 miesiące. Jest to czas, w którym większość małżeństw powinna uzyskać oczekiwany rezultat. Jeśli tak się nie dzieje, mamy świadomość, że zrobiliśmy to, co było możliwe i moralnie dopuszczalne, aby pomóc małżeństwu. Dla tych małżeństw, które czują do tego powołanie, może to być wskazówka, aby myśleć o adopcji.

Jak sprawdza się naprotechnologia, jeśli chodzi o jej skuteczność w leczeniu niepłodności?
- Naprotechnologia jest skuteczna w konkretnych problemach, np. w niepłodności, nawykowych poronieniach, zespole napięcia przedmiesiączkowego, depresjach poporodowych, nawracających torbielach jajnikowych i wielu innych.
Ostatnie opracowanie z wrześniowego (2008) numeru medycznego pisma "Journal of the American Board of Family Medicine" przynosi informacje o doświadczeniach w leczeniu metodą naprotechnologii w praktyce lekarza rodzinnego dr. Phila Boyla w Galway. W latach 1998 -2002 zgłosiło się 1239 par małżeńskich z powodu niepłodności. Średni wiek kobiet to 35,8 lat, średnia długość trwania niepłodności 5,6 roku. 33 proc. par wcześniej było leczonych metodą wspomaganego rozrodu, czyli in vitro, czy sztuczną inseminacją. Wskaźnik ciąż wyniósł 52 procent. Udało się w tym czasie pomóc około 140 małżeństwom po niepowodzeniach technik sztucznego rozrodu.
Jeszcze skuteczniejsze wyniki dokumentuje w swoich pracach profesor Hilgers, prawdopodobnie dlatego, że ma lepsze niż w Irlandii możliwości leczenia chirurgicznego. Jego badania opublikowane zostały w 2004 roku w podręczniku "The Medical & Surgical Practice of NaProTechnology". Te wyniki pokazują, iż po 12 miesiącach stosowania metody naprotechnologii uzyskano 44 proc. ciąż; do 24 miesięcy uzyskano 62 proc. ciąż, a w ciągu 48 miesięcy od rozpoczęcia leczenia - 71 proc. par doczekało się poczęcia dziecka.

Jaką skuteczność wykazuje naprotechnologia przy leczeniu innych schorzeń?
- Zależnie od przyczyny niepłodności (niedrożność jajowodów, endometrioza, zespół policystycznych jajników, brak owulacji), wieku pacjentów oraz czasu leczenia (do 72 miesięcy) naprotechnologia pomogła w uzyskaniu poczęcia i urodzeniu dzieci od 40 do 80 proc. zgłaszających się małżeństw. Naprotechnologia pomaga również tam, gdzie przyczyną niepłodności jest czynnik męski. Są oczywiście sytuacje, kiedy pomoc jest niemożliwa, np.: przyczyny genetyczne, niektóre wady wrodzone narządu rodnego, brak jajowodów lub ich niemożliwa do korekcji chirurgicznej niedrożność, całkowity brak plemników w ejakulacie. Wiele małżeństw (77 proc.) spośród tych, które nie urodziły dzieci w wyniku leczenia, zdecydowało się na adopcję.
Korzyścią dla pary małżeńskiej jest pełna świadomość zdrowia ginekologicznego i rozrodczego poprzez ciągłe jego monitorowanie, pogłębienie relacji poprzez lepsze zrozumienie siebie. Naprotechnologia daje wielu małżeństwom nadzieję na godziwe, skuteczne leczenie zaburzeń organicznych u podstaw ich bezpłodności przy poszanowaniu dla ich intymności i prawdziwego języka miłości.

Wobec tych faktów, stosowanie sztucznej prokreacji wydaje się jeszcze bardziej bezsensowne.
- W przeciwieństwie do "nowoczesnej" medycyny reprodukcyjnej, skierowanej na regulację poczęć poprzez różne metody antykoncepcji i terminacji ciąży (niszczenia poczętego życia ludzkiego), a później na zastępowanie naturalnej prokreacji metodami hodowlano-reprodukcyjnymi (inseminacje) oraz technikami in vitro - naprotechnologia stawia na dobrą diagnostykę i skuteczne leczenie. U jej podstaw leży akceptacja godności człowieka jako dziecka Bożego, godności rodzicielstwa, godności przekazywania życia i godności aktu małżeńskiego. Jeśli porównamy wyniki leczenia niepłodności w konkretnych jednostkach chorobowych sprzed 50 lat i dzisiaj, okazuje się, że na przykład przy klasycznym chirurgicznym leczeniu endometriozy (w latach 50. XX wieku) szansa na uzyskanie urodzenia dziecka wynosiła około 50 proc. - dzisiaj in vitro przy endometriozie daje 27 proc. szans, leczenie chirurgiczne zespołu policystycznych jajników (badanie z roku 1981) dawało szanse 55-77 proc. leczonych, dzisiaj in vitro daje ją 21-27 procentom. Wbrew ciągłemu ogłaszaniu "sukcesów medycyny reprodukcyjnej" jej wyniki są gorsze niż przed laty.

A jednak powszechnie w mediach mówi się o rozwoju, skuteczności metod sztucznej reprodukcji, jak np. in vitro czy sztuczna inseminacja...
- Komitety ekspertów towarzystw ginekologicznych mówią coraz częściej, że diagnostyka przyczyny obniżonej płodności małżeńskiej (która musi trwać przez kilka miesięcy, czasem nawet do roku, ze względu na fizjologiczny cykl kobiety, na konieczność stopniowego odkrywania mechanizmów fizjologii danej kobiety, sprawdzenia prawidłowości struktur anatomicznych i równoległych badań stanu zdrowia mężczyzny) jest "marnowaniem czasu reprodukcyjnego" i "małżeństwom cierpiącym z powodu bezdzietności należy jak najszybciej zaproponować najnowocześniejsze i najskuteczniejsze sposoby postępowania, czyli najpierw inseminacje, a wkrótce po ich niepowodzeniu (spodziewanym, ponieważ skuteczność inseminacji jest bardzo niska) kolejne procedury wspomaganego rozrodu: in vitro, ICSI i wszystkie inne coraz bardziej wysublimowane sposoby obejścia problemu" (bez rozpoznania przyczyny). Mając w pamięci przytoczone powyżej fakty dotyczące skuteczności proponowanych metod, należy zapytać, dlaczego nie rozpoznawać i nie leczyć przyczyny? Czy odpowiedź stanowi: większa uciążliwość (dla lekarza) rzetelnego postępowania lekarskiego i znacznie mniejsza jego dochodowość? Nie jest to tylko problem specyficznie polski, na całym świecie odchodzi się od klasycznych metod diagnostycznych i terapeutycznych, neguje się wartość np. leczenia urologicznego i andrologicznego w niepłodności męskiej, żeby jak najszybciej i jak najwięcej pacjentów skierować do in vitro. Lekarze, którzy chcą rozpoznawać i leczyć, należą na pewno do mniejszości w środowiskach zajmujących się problemem obniżonej płodności małżeństw. Ale to właśnie do nich skierował swój apel zawarty w encyklice "Humanae vitae" Papież Paweł VI w 1968 roku: "Pragniemy teraz zwrócić się ze słowami zachęty do ludzi nauki, którzy wiele mogą oddać usług dobru małżeństwa i rodziny oraz spokojowi sumień, jeśli przez wspólny wkład swych badań będą się gorliwie starać wszechstronnie wyjaśnić różne warunki sprzyjające właściwemu regulowaniu ludzkiej rozrodczości. (...) W ten sposób ludzie nauki, a w szczególności uczeni katoliccy, wykażą ze swej strony, iż rzeczy mają się tak, jak Kościół naucza, że mianowicie 'nie może być rzeczywistej sprzeczności między boskimi prawami dotyczącymi z jednej strony przekazywania życia, a z drugiej pielęgnowania prawdziwej miłości małżeńskiej'". To właśnie na to wezwanie odpowiedział prof. Thomas Hilgers, twórca naprotechnologii.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Top